Moje zdjęcie
Martyna. Lat dwadzieścia. Zawieram się w tekstach, które piszę. Bawię się dźwiękiem, ruchem i słowem, a życie serialowych bohaterów przeżywam intensywniej niż własne. Jestem duszyczką na silnych fundamentach, która miewa chwilowe napływy weny i masę chorych ambicji. Kiedyś w miliony gwiazd się rozsypałam, więc tak mi pozostało - to tu, to tam - czasem sobie żyję, czasem umieram. Dla zabawy. marykowalczyk@op.pl

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Miłość, przyjaźń, muzyka

Wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie. Za tymi zmianami nie potrafię nadążyć. Nic w tym złego. To tylko swoista bariera ochronna przez rozstrojem emocjonalnym. Myśl mniej, jeszcze mniej, coraz mniej... I żyj. Nie musisz pochłaniać każdej wiadomości z serwowanego Ci codziennie chaosu informacyjnego. Filtruj rzeczywistość i wyrzuć z głowy poczucie, że musisz bezkrytycznie przyjmować i akceptować to, co tak naprawdę Cię przytłacza.

Tak sobie mówię. Tak sobie to wszystko tłumaczę. I wśród pędzących, wakacyjnych jeszcze dni, staram się odnaleźć znajome, muzyczne zakątki.

Chciałabym być silną, murowaną konstrukcją, której żaden pojawiający się znienacka wilk nie byłby w stanie zdmuchnąć. Póki co, mogę się zidentyfikować jedynie z namiotem (najchętniej tym z woodstockowego pola), który, choć podatny jest na wiatr, swoje wnętrze potrafi uchronić przed deszczem. Bo takie akurat trafiło nam się szczęście – nasz namiot, nawet podczas pierwszego dnia Przystanku, zagwarantował nam suchy kąt. I pięknie było, muszę to przyznać! Byłam przeszczęśliwa, mogąc stać się po raz drugi częścią najpiękniejszego festiwalu świata, promującego hasło, które powinno być dewizą codzienności – „miłość, przyjaźń, muzyka”. Choć okazuje się, że nawet o te fundamentalne wartości trzeba dziś walczyć. Bo nagle jeden urzędnik, zapewne w sterylnym biurze i za ciasnym garniturze, postanowił ogłosić Woodstock imprezą o podwyższonym ryzyku. I dzięki temu - bo nie mogę powiedzieć, że „przez to” - te dni nabrały naprawdę wyjątkowego kształtu. Tłum kontestujący poprzez zabawę przy dźwiękach płynących ze sceny. Czy można wyobrazić sobie bardziej wdzięczną formę buntu wobec niesprawiedliwości?

Zresztą, odnoszę wrażenie, że wszystkie kontrowersyjne wypowiedzi, afery i fałszywe opinie tworzą, a następnie bezmyślnie przekazują osoby, które nigdy nie zawitały na teren festiwalu, a co za tym idzie - nie poczuły jego atmosfery i nie zrozumiały przesłania. A tak się składa, że jest to miejsce dla każdego, niezależnie od wieku, poglądów, pochodzenia czy statusu społecznego. Bowiem na Przystanku Woodstock można zaobserwować wyjątkowe zjawisko, mianowicie... Wraz z przyjazdem do Kostrzyna nad Odrą, raz w roku, w wielu ludziach budzą się nieodkryte na co dzień pokłady wrażliwości, zrozumienia i radości. A wynika to z faktu, iż mogą wyzbyć się wstydu, pewnych zahamowań, które przywarły do nich w otoczeniu pracy czy w towarzystwie rodziny. Tam znika strach przed osądem. Tam wyróżnianie się, bycie kolorowym, nietuzinkowym to zaleta. Tam wyrażanie emocji poprzez łzy czy krzyk, nie budzi sensacji. Przez trzy dni Ci ludzie mogą tańczyć, śmiać się i zapomnieć o troskach, poznając innych, chcących dokładnie tego samego - poczucia wolności od barier ograniczających ich przez cały rok. Nie mogąc pozostać obojętna wobec tych faktów, a także biorąc pod uwagę znakomitą organizację tego przedsięwzięcia, będę z dumą opowiadać o tym miejscu i jego magii, której nie sposób czymkolwiek zastąpić.


Muzyką podbija się ludzkie serca. Moje, choć stosunkowo młode, już dawno zdominował zespół Queen. Po raz trzeci dostąpiłam zaszczytu obcowania z cudem ich twórczości na żywo. Jestem niesamowicie wdzięczna członkom zespołu za świadomość ponadczasowości ich przebojów i odwagę do grania koncertów w niełatwych czasach. Ich muzyka wciąż ma wielką moc, niezmiennie jest ponad wszelkimi podziałami. Dziękuję za to, iż pomimo, że nie było mnie na świecie w czasach świetności grupy, wciąż mogę poczuć ten rodzaj magii. Na Live Festival Oświęcim zawitałam z moimi przyjaciółmi i mam nadzieję, że wydarzenie to zaszczepiło w nich miłość do zespołu. Nigdy nie zapomnę tego zjawiskowego koncertu w strugach deszczu - gdy łzy zlały się z ulewą i miałam przyzwolenie na nieograniczone wzruszenia! 

"Obiecuję."
Tak mi kiedyś powiedział. Cztery lata temu. I dotrzymał słowa. Zabrał mnie na koncert Stinga.
Katowice, kilka godzin później Gdańsk. Wyprawa do Sopotu wzdłuż wybrzeża. Deszcz. Opera Leśna. Nieistotne stają się niedogodności podróży. Spełnia się moje marzenie. Słyszę "Every Breath You Take".
Dziękuję.

Zawsze istnieje jakieś rozwiązanie. Na odnalezienie każdego potrzeba czasu.
To nieznośne oczekiwanie polecam wypełnić dobrymi koncertami!

3 komentarze:

  1. Trzymam mocno kciuki za to, co piszesz i co robisz!

    Gratulacje... po pierwsze - realizujesz siebie, co wymaga odwagi i ufności do siebie samej. Po drugie gratuluję, że zajmujesz się (to mało powiedziane) czymś tak pięknym jak muzyka. A po trzecie, że potrafisz w tym wszystkim, co można wyczytać między wierszami, być taka autentycznie wolna...

    Niesamowite, ile radości daje fakt, iż młodzi ludzie, o których piszesz i Ty, niezależnie od tego kim są i jacy są, potrafią realnie radować się, cieszyć się z innymi po prostu...Brakuje teraz takiej zwyczajnej radości, bez doszukiwania się, podtekstów czy oczekiwań.

    Mnie, i pewnie wielu osobom, brakuje takiego poczucia: "jestem wolny". Myślę, że właśnie muzyka i drugi człowiek obok, który potrafi dzielić się radością, dają wolność (choć nie tylko one). Czasem, patrząc na zdjęcia z koncertów pojawiającej się na mojej facebookowej tablicy, zastanawiam się, kiedy ja straciłam tą tęsknotę za wolnością. To się jakoś zatraca... a taka zatracona masa jak ja (pewnie to ci w przyciasnych garniturach) patrzą na tych w namiotach i zamiast wyciągnąć z szafy swój zakurzony namiot, wykrzywiają nos mówiąc: wzięliby się za robotę...

    Trochę zachęcasz do tego, by się poczuć takim wolnym, spełniać marzenia, choć zupełnie nie wiem, jakie są Twoje intencje! To strasznie, że z upływem lat człowiek tak „kostnieje”. Dziękuję za dobre słowo.

    Z serdecznymi życzeniami i pozdrowieniami, Agata Zabadaj

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest mi niezwykle miło, że napisała tu Pani kilka słów. To bardzo budujące - świadomość, iż są ludzie, którym nie są obojętne działania, które podejmuję. Skończyłam kolejny etap edukacji, lecz nie skończyło się wsparcie od osób, które tworzyły tę szkolną, dla mnie wręcz rodzinną, atmosferę. I kiedy mi wydaje się, że robię niewiele (a nawet nic), okazuje się, że to moje "niewiele", może mieć jakąś wartość. To motywuje. Dziękuję!

      Chciałam, by ten post miał pozytywny wydźwięk, był relacją, bez zbędnych ubolewań nad rzeczywistością. Niestety, chyba nie dało się zrobić tego bez apelu do upragnionej wolności. Każdy definiuje ją sobie nieco inaczej, lecz wszyscy jej potrzebujemy, może nawet w takiej samej dawce.

      Pisałam o Przystanku Woodstock. I to jest w tym wszystkim najsmutniejsze. Pisałam o zaledwie kilku dniach, w których ludzie, zresztą nie wszyscy, starają się wyzbyć ograniczeń i zapomnieć o codziennych problemach. Wydaje mi się, że to niełatwe zadanie, niezależenie od wieku. Paradoksalnie, spędzałam ten czas z osobami znacznie starszymi ode mnie i... Odniosłam wrażenie, że jestem znacznie bardziej "zblokowana" od nich i jest mi trudno się tego wyzbyć. Nasz świat, osób młodych, jest bezwzględny. Mamy takie poczucie, że wciąż musimy coś udowadniać innym. I nie jesteśmy sobą. Nie potrafimy być wolni. Jesteśmy uwięzieni w łańcuchach technologii, strachu przed opinią innych, a własną boimy się wyrażać. Oczywiście troszkę tu uogólniam i mam nadzieję, że ta podła przypadłość nie dotyczy całego pokolenia, lecz zależy mi na jednej konkluzji...
      Wiek nie jest wyznacznikiem.

      Serdecznie pozdrawiam Panią i Maleństwo! Życzę szczęścia i dziękuję za komentarz.

      Usuń
    2. Również dziękuję. Będę tu czasem zaglądać, jest po co!

      Jeśli mogę udzielić rady, którą sama kiedyś otrzymałam. Mój mentor powtarza (co dotyczy każdej płaszczyzny życia, również wolności):
      "Na kogo zrzucasz odpowiedzialność, temu dajesz władzę".
      Jeśli za każdą rzecz w Twoim życiu będziesz sama odpowiedzialna, to Ty będziesz mieć nad wszystkim władzę. Jest to bardzo trudne, sama uczę się tej odpowiedzialności (świadomie) od paru lat. I można to też tłumaczyć tak: jeśli będziesz odpowiedzialność "Zrzucać" na "łańcuchy technologii i strach przed opinią innych" to im dasz władzę i to oni będą rządzić Twoją wolnością. Absolutnie nie chcę Cię pouczać i się wymądrzać. Ale myślenie: Ja odpowiadam za to jak wygląda moje życie, co robię, ile zarabiam, gdzie odpoczywam itd. pomaga w tym, żeby życie zmieniać na lepsze. Nie będziesz wtedy nigdy czekać, aż ktoś Ci coś da (np. rząd...na życie, jak wielu z resztą czeka, trzymając przez większość dnia pilot od tv i nie myśląc o tym, by dalej się uczyć, żeby zmienić pracę na lepszą:/ ).
      Ale to wszystko jest bardzo trudne...

      Usuń